Zaczynając Przeznaczeniem Złoczyńców jest Śmierć nie miałam wielkich oczekiwań, ale czytając tą historię nie sposób nie dać się porwać emocjom i nie kibicować Penelope.
Nadrabiając tom 7 i 8 nie spodziewałam się, że zaleje mnie tyle emocji, a przy tych tomach łzy cisnely mi się do oczu z powodu strachu i samotności przytłaczających Penelope, czułam jak wylewają się ta presją, strach i uczucie beznadziei wylewa się ze stron 🥺😭💔
Nie lubię Ecklesa, choć na początku pokładałam jeszcze jakąś nadzieję, że uda mu się stać kimś więcej. Nie kibicuję też Reynoldsowi ani Derrickowi, bo ci dwaj zawiedli Penelope jako przyszywaną siostrę. Już na początku mi podpadło, choć przyznam że Reynolds później troszkę nadrabia - ale jedynie jako przyszywany brat, dla mnie nigdy nie był potencjalnym love intrest w tej historii. Jedyne zasługi ma Winter, ale... też nie czuje tu tej chemii... Inną sytuacja jest z księciem Callisto - no ale czy można się dziwić? On też tak samo jak Penelope jest niezrozumiany i oceniany przez pryzmat stwarzanych pozorów, a nie swoje czyny. Jego cięty język i siła przysłaniają w oczach inny wszystkie inne jego cechy.
Pod wieloma względami są swoim odbiciem - więc kto jak nie on zrozumie jej uczucia? Jej samotność? Choć na początku wydawał się groźny, jego fascynacja Penelope bardzo ewoluowała - widać że to już nie jest ciekawość, a coś więcej.
Szkoda tylko, że przerażona tym co nadejdzie Penelope nie dostrzega niczego poza punktami reputacji i poziomem sympatii bohaterów. Ale jak tu nie zrozumieć jej emocji? Ciąży na niej wielka presja, w końcu walczy w przegranej z góry grze (a przynajmniej tak uważa).
Nie powiem już nic więcej, by nie psuć nikomu radości z czytania, ale powiedzieć, że wciągnęłam się w tę serię to jak nic nie powiedzieć - uwielbiam ją i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! Jednocześnie nie mogę doczekać się, by odkryć jak kończy się ta historia, jak i boję się co jeszcze może się wydarzyć 😱
Komentarze
Prześlij komentarz