Recenzja "Błogosławieństwo Niebios 4"

Czwarty tom "Błogosławieństwa Niebios" rzuca nas prosto w wir wydarzeń – akcja zaczyna się dokładnie tam, gdzie zakończył się poprzedni tom, a dzieje się tyle, że w niebiosach aż wrze!

Intrygi Czcigodnego Nieśmiertelnego Pustej Mowy doprowadzają do rozdzielenia Pana Wiatru z przyjaciółmi. To jednak zaledwie wstęp do tragedii, w którą zostaje uwikłana ta grupa. Jednocześnie los Xie Liana wiedzie go w kolejne niebezpieczne sytuacje. Dochodzi do przebudzenia Kuźni - miejsca, do którego lgną najpotężniejsze demony. Ale kto by się spodziewał, że wywoła to wszystko tyle zamieszania dla Niebios?

Mroczny klimat tego tomu gęstnieje z każdym rozdziałem – na jaw wychodzą niechwalebne uczynki Niebian, a granica między "dobrym" bogiem a "złym" demonem zaciera się coraz bardziej. To już nie tylko przygoda, to prawdziwa tragedia.

To aż niesamowite, jak autorka potrafi złamać serce czytelnika – patrzenie na to, jak radosny i pełen życia Shi Qingxuan musi zmierzyć się z tak brutalną rzeczywistością, było po prostu bolesne. Pan Wiatru to postać, do której od razu zapałałam sympatią, więc każdą stronę przeżywałam niesamowicie mocno! 🌪️

Na osłodę dostajemy mnóstwo momentów Hualian! Niektóre sprawiają, że człowiek (a zwłaszcza Xie Lian) rumieni się po uszy 🤭 Ich relacja przechodzi przez wzloty i upadki – te drugie głównie przez niefortunne "tylko żartowałem" i liczne niedopowiedzenia. Hua Cheng, zazwyczaj tak elokwentny, tym razem zaliczył kilka gaf, które niemal przyprawiły Xie Liana o zawał! Na szczęście później bohaterowie z nawiązką odrabiają te potknięcia 😉😝

Ta seria z każdym tomem staje się coraz lepsza i... boleśniejsza.

Kto jeszcze miał ochotę potrząsnąć Hua Chengiem za te jego 'żarty'? 😂

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca 🐑

Komentarze