Lubicie w książkach, gdy fabuła wraca do przeszłości i początków wydarzeń w formie retrospekcji, czy jednak wolicie gdy jest to relacjonowane przez bohaterów?
"Błogosławieństwo Niebios 3" nie patyczkuje się z czytelnikami i od razu rzuca nas w odmęty przeszłości. Historia księcia Xianle nie raz boli, ale też często przyprawia o szybsze bicie serca. Trzeci tom to moment, w którym zaczynamy rozumieć ogrom pecha Xie Liana; ciężar, który dźwiga przez swoje wręcz zbyt dobre serce 🙈💞
Retrospekcje w tej serii zawsze są dla mnie trudne i ciężej mi się je czyta - prawdopodobnie dlatego, że książę Xianle po wniebowstąpieniu nie miał zbyt wiele szczęścia... No i brakuje tam jego cudownej chemii z Hua Chengiem! Choć to bardzo ważne wydarzenia, to przez pierwszą połowę z tego właśnie powodu nie mogłam się wkręcić i czytałam po trochu sobie dawkując.
Jednak gdy dotarliśmy już do bieżącej akcji, złapałam rytm i poszło mi szybko. Nie raz i nie dwa uśmiech gościł mi na twarzy! W końcu przychodzi moment, by relacja Xie Liana i Sanlanga ruszyła trochę do przodu - czego chyba każdy oczekuje po tej okładce, prawda?🤭 Cierpliwość czytelnika zostaje tu wynagrodzona z nawiązką, a dynamika między nimi jest tak naturalna, że aż boli fakt, że to tylko fikcja.
Ale to nie wszystko! Uwaga, uwaga, Xie Lian w końcu poprosił Hua Chenga o numer! Ee, znaczy, hasło do duchowej komunikacji. Dla kogoś z boku to drobnostka, ale dla fandomu to praktycznie zaręczyny, nie?😂 Choć ślub już teorytycznie mają odhaczony 🤭
MXTX to mistrzyni slow burn. To, jak subtelnie buduje napięcie między bohaterami, sprawia, że nawet najmniejszy gest, jak dotknięcie dłoni czy właśnie to nieszczęsne hasło, urasta do rangi wielkiego wydarzenia.
"- Czy jest cokolwiek w tym świecie, co może sprawić ci cierpienie? [...]
Hua Cheng uniósł kąciki ust w uśmiechu i równie szybko spoważniał, zaciskając wargi w wąską linię.
- Powiem wam - zdecydował w końcu. - Patrzenie, jak ukochaną osobą jest upokarzana i obrażają, niemoc, gdy nie możemy nic na to poradzić. Największym cierpieniem na świecie jest zrozumienie, że jesteś nikim i nic nie możesz zdziałać."
Oprócz głównej pary, w tym tomie uwagę przykuwają inni bohaterowie. Uwielbiam Shi Qingxuana - to cudowne, że Xie Lian znalazł w nim przyjaciela. Nawet podczas bankietu to naprawdę miłe, gdy ktoś w końcu nie patrzy na niego pełen uprzedzeń. Z mniej pozytywnych postaci, dostajemy tu też więcej wkurzającego kuzyna Xie Liana - mamy tu fanów Qi Ronga? Jego postać to czysty chaos, ale dzięki temu idealnie przełamuje te smutniejsze momenty!
Muszę też wspomnieć o samym wydaniu – obwoluta z tą konkretną grafiką to mistrzostwo świata. Czekanie na ten moment z okładki przez połowę książki sprawiło, że gdy w końcu do niego doszło, satysfakcja była podwójna!
Komentarze
Prześlij komentarz