Belladona t.4: Holly


Co jest lepsze od ulubionej historii miłosnej? Ta sama historia, ale w śnieżnej, świątecznej odsłonie – czytacie takie dodatki?

"Belladona" to niezwykle wciągająca seria o Signie, jej kuzynce Blythe, oraz Śmierci i Losie. Lecz choć akcja zamyka się w sumie w trzech tomach, na szczęście autorka zdecydowała się jeszcze na świąteczny epilog, stąd "Holly".

Nie mogę nie zacząć od zachwytów na wydaniem! Na początku zdziwiły mnie bardzo szerokie marginesy w środku, ale to nie był pic na wodę, a miejsce dla rozrastającej się z każdym rozdziałem uroczej, klimatycznej ramki - świetny zabieg! Do tego ten tom zapewnie nam jeszcze jedną gratkę, bo są tu ilustracje. To takie piękne, gdy po wszystkich zmaganiach bohaterów możemy nie dość, że przeczytać jeszcze jedną, ostatnią opowieść z ich udziałem, to do tego wszystkiego możemy zobaczyć to ich ciężko zapracowane szczęście ✨

Książka pisana jest z 4 perspektyw, Signy, Śmierci, Blythe i Losu, i przedstawia ich pierwsze wspólne święta. Ale oczywiście nie może być tak pięknie i nie wszystko idzie tak jak powinno. Czy uda się im mieć magiczne święta, czy jednak okażą się wielką katastrofą?❄️

"Holly" to takie ciepłe i zabawne zakończenie serii! Świetnie się bawiłam. To lekka i świąteczna historia, która pozwala się pożegnać z bohaterami podczas jeszcze jednej, spokojniejszej już przygody, która jednak rozgrzewa na serduchu.

Przez całą serię bohaterowie przeszli długą drogę i w końcu wszystko jest jak być powinno. Bohaterowie po przejściach z poprzednich tomów w końcu mają czas na oddech.

Ciekawie czyta się też o całej tej nietypowej rodzinie - Śmierć, Kostucha, Los i Życie w jednym domu... No i oczywiście ojciec Blythe, ma się rozumieć! To właśnie ich więzi są sercem tej książki. Śmierć, Los, Signa i Blythe tworzą niezwykle specyficzną, nieszablonową rodzinę, więc nic dziwnego, że tak dobrze czyta się o spędzonych przez nich wspólnie czasie! 

Chciałabym jeszcze moc jeszcze wrócić do ich świata, ale też jestem bardzo zadowolona z tego, jak domknięto tę serię. Myślę, że kiedyś do niej wrócę. A jeśli jeszcze nie znacie "Belladonny", czytajcie warto!

Komentarze